Agatha Christie: I nie było już nikogo – recenzja Dziesięć małych punkcików czekało sobie w sakiewce, Wtem przyszła gra do recenzji – czy zasłużyła na wszystkie? Agatha Christie jak najbardziej słusznie uznawana jest za królową kryminału, mrocznej intrygi, niespotykanych rozwiązań i trzymającej w napięciu fabuły. Autorka takich historii, jak „Wielka Czwórka”, „Dwanaście prac Herkulesa”, czy „Dziesięciu Murzynków” na stałe zapisała się w panteonie wielkich literatów. Wydawać by się mogło, że tak świetne powieści bardzo szybko staną się obiektem zainteresowania programistów – na grę opartą na którymś z arcyciekawych kryminałów przyszło nam jednak czekać aż do jesieni 2005 roku. Właśnie ten ostatni tytuł – „Dziesięciu Murzynków” trafił na ekrany naszych monitorów. Skąd taka rozbieżność nazw? Otóż motywem przewodnim kryminału jest wiersz o dziesięciu małych murzynkach, które giną kolejno, aż nie pozostanie choćby jeden. Kiedy Christie wydawała swoją książkę, a było to w roku 1939, słowo „murzyn” nie wywoływało żadnych emocji. Dopiero wiele lat później uznano, że jest to określenie o wydźwięku negatywnym i rasistowskim. Osoby odpowiedzialne uiza spuściznę po autorce uznały, że bezpieczniej będzie zmienić kontrowersyjne treści. I tak oto na półkach wylądował kryminał „I nie było już nikogo”, a murzynków w wierszyku zastąpiono – w zależności od wydania – marynarzykami, żołnierzykami, Indianami etc. Dziesięć małych punkcików nadal trwało na warcie, Bo twórcy mądrze skorzystali ze wskazówek pani Agathy. Pan Owen, właściciel pewnej małej, skalistej, przynależnej do Anglii wyspy zaprasza na nią 10 specjalnie dobranych osób. Nie wiedzą dlaczego otrzymali zaproszenia, nie wiedzą nawet, czemu zgodzili się tam przybyć. Zgoła odmienne osoby łączy jedna rzecz – wkrótce dowiedzą się, jaka. Gracz nie wcieli się w żadnego z gości.

Banki internetowe


Kredyt bankowy - operacja polegajaca na postawieniu przez bank do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony okreslonej kwoty srodkow pienieznych, z przeznaczeniem na okreslony cel. Kredytobiorca zobowiazuje sie do korzystania z kredytu na warunkach okreslonych w umowie, zwrotu kwoty wykorzystywanego kredytu wraz z odsetkami w okreslonym terminie splaty oraz zaplaty prowizji od udzielonego kredytu.

Strona dominujaca w stosunku kredytowym wobec kredytobiorcy jest bank, ktory okresla warunki kredytu i jest uprawniony do kontroli jego wykorzystania oraz uzaleznia przyznanie kredytu od zdolnosci kredytowej, przy czym nie jest zobowiazany do udzielenia kredytu, nawet jezeli osoba ubiegajaca sie o kredyt ja posiada.

Kredyt wystepuje jedynie w formie bezgotowkowej, pod postacia zapisu na rachunku.

Prawo udzielania kredytow maja wylacznie banki, a srodki na ten cel pochodza z depozytow powierzonych bankowi przez ich klientow, dlatego umowy kredytowe reguluje prawo bankowe.

W zaleznosci od okresu kredytowania wyrozniamy kredyty krotkoterminowe (do 1 roku), srednioterminowe (od 1 roku do 3 lat) i dlugoterminowe (powyzej 3 lat).

 

wikipedia.org


Banki
  • Adult
  • Arts
  • Business
  • Computers
  • Games
  • Health
  • Home
  • Kids and Teens
  • News
  •  
  • Recreation
  • Reference
  • Regional
  • Science
  • Shopping
  • Society
  • Sports
  • World


  • Recenzja gry "Black & White 2" O tym, że trudno być bogiem przekonywali nas już dobrych kilkadziesiąt lat temu Arkady i Borys Strugaccy. I chociaż wymiar tamtej powieści był pesymistyczny, twórcy gier komputerowych nie dają się tak łatwo zniechęcić. Niejaki Peter Molyneux w przypływie ambicji stworzył grę, która pozwoliła odbiorcy wcielić się w kogoś na wzór boga – rządzić, decydować i wpływać na losy swoich wyznawców. Jako że każdy człowiek ma wrodzoną potrzebę władzy, Black and White, bo taki tytuł nosiła gra, szybko zyskał sobie ogromną rzeszę fanów. A że zgodnie z normalną koleją rzeczy po każdej dobrej i nowatorskiej grze przychodzi coś takiego, jak sequel, masz właśnie przed sobą, drogi Czytelniku, recenzję gry Black and White 2. Na początek krótko o samej grze, która wbrew pozorom jest tytułem, traktującym o… rozmnażaniu. W zasadzie trudno zakwalifikować B&W do jakiegoś konkretnego gatunku – ja bym ją określił jako mieszankę symulatora, gry strategicznej i role-playa. Jako że tytuły autorstwa Molyneux zawsze są klasą samą dla siebie zachodzi pytanie co może wyjść z takiego połączenia? Odpowiedź jest w tym przypadku jednoznaczna – hicior! Czy druga część spełni zatem oczekiwania pokładane w niej przez osoby, które pierwsza część zachwyciła? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w niniejszej recenzji. Zapraszam do lektury.